Systematyczny rozwój e-administracji, tj. rozwój technologii informacyjnych i komunikacyjnych (ICT – Information and Communication Technologies) w administracji publicznej jest niewątpliwie zjawiskiem, które w szczególnie poważnym obecnie stopniu wpływa na zmianę zasad funkcjonowania podmiotów publicznych.

Kolejnym obszarem „skolonizowanym” przez ICT powinien niebawem stać się system zamówień publicznych, o czym stanowią nowe europejskie dyrektywy zamówieniowe, a w ślad za nimi polska ustawa. Warto jednak odnotować, że plany te wpisują się w szerszy kontekst polityki informatyzacji państwa. Jednym z podstawowych dokumentów określających cele tejże polityki, jest przyjęty przez Radę Ministrów na początku 2014 r. Programu Zintegrowanej Informatyzacji Państwa do 2020 r. Choć jest to dokument wykonawczy względem strategii rozwoju Sprawne Państwo 2020, ma on raczej ramowy i dość ogólny charakter. Nieco więcej szczegółowych informacji na temat celów i priorytetów w zakresie polityki informatyzacji odnaleźć można dokumentach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa 2014-2020. To właśnie fundusze unijne wdrażane w ramach tego programu, mają być wykorzystane dla sfinansowania projektu budowy platformy elektronicznych zamówień publicznych.

Przypomnijmy, że zgodnie z wymaganiami wynikającymi z europejskich dyrektyw proces pełnej elektronizacji polskiego systemu zamówień publicznych powinien zakończyć się do dnia 18 października 2018 r. (w przypadku centralnych jednostek zakupujących termin ten jest krótszy i przypada na dzień 18 kwietnia 2017 r.).

W ostatnich dniach UZP poinformował, że w dniu 17 lutego 2017 r. Prezes UZP, Minister Rozwoju i Finansów oraz Minister Cyfryzacji podpisali „Porozumienie o współpracy w celu realizacji projektu budowy platformy elektronicznych zamówień publicznych”. W ten sposób, po okresie wyhamowania prac nad wcześniejszym projektem budowy „platformy e-Zamówienia”, UZP powraca, do prac nad realizacją zobowiązań Polski w zakresie elektronizacji zamówień publicznych.

Jak informuje UZP sygnatariusze wspomnianego porozumienia „zobowiązali się do współpracy w zakresie:

  1. budowy platformy elektronicznych zamówień publicznych;
  2. zapewnienia interoperacyjności platformy elektronicznych zamówień publicznych i platformy elektronicznego fakturowania oraz innych systemów informatycznych, mogących mieć związek z budową platformy;
  3. przygotowania zmian prawnych niezbędnych do realizacji zadań wynikających z zawartego Porozumienia.

Nad prawidłową realizacją porozumienia czuwać ma Zespół powołany przez Ministra Cyfryzacji, na którego czele ma stanąć przedstawiciel Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Jednocześnie strony Porozumienia uzgodniły, iż będą dążyć do  finansowania budowy platformy elektronicznych zamówień publicznych ze środków UE w ramach ogłoszonego przez Centrum Projektów Polska Cyfrowa konkursu w ramach II Osi priorytetowej POPC 2014-2020 – „E-administracja i otwarty rząd”, Działania 2.1. wysoka dostępność i jakość e-usług publicznych (I komponent)”.

Jednocześnie UZP deklaruje m.in., że „rezygnacja z tradycyjnego, papierowego sposobu wymiany informacji na rzecz formy elektronicznej to rewolucja w zamówieniach publicznych. Przyczyni się do uproszczenia funkcjonowania zamówień publicznych i odbiurokratyzowania procedur związanych z zamówieniami publicznymi oraz do obniżenia kosztów prowadzonych w ten sposób postępowań. Wpłynie na skrócenie czasu ich trwania, wzrost konkurencyjności na rynku poprzez zwiększenie udziału małych i średnich przedsiębiorstw, a także poprawę jakości dokumentów związanych z zamówieniami”.

Oczywiście osiągnięcie deklarowanych celów leży w interesie uczestników rynku zamówień publicznych. Czy jednak tak się stanie? Pierwsze miesiące funkcjonowania nowych przepisów regulujących procedurę badania podmiotowego wykonawców i stosowania JEDZ skłaniają do przyjęcia ostrożnościowego nastawienia. Podstawowa praktyczna wątpliwość wyraża się w pytaniu: czy w istocie elektronizacja nie doprowadzi do zmiany „drukującego dokumenty” i nie stanie się w istocie wysiłkiem i utrudnieniem dla zamawiających i tak obciążonych już licznymi formalnymi, i sprawozdawczymi obowiązkami? Warto przypomnieć, że pomimo wskazywanych przez UZP zalet elektronizacji stosowanie narzędzi ICT w systemie zamówień publicznych nie było do tej pory zbyt popularne, a przecież możliwość korzystania ze środków elektronicznych istniała.

Warto bowiem przypomnieć w tym miejscu wyniki badań prowadzonych kilka lat temu przez UZP (sprawozdanie z funkcjonowania systemu zamówień publicznych za rok 2013). Odpowiadając na pytanie o przyczyny niestosowania narzędzi elektronicznych zamawiający wskazywali przede wszystkim brak odpowiedniej wiedzy i doświadczenia w zakresie wykorzystywania narzędzi elektronicznych w postępowaniach. Zdecydowana większość spośród 11 500 respondentów deklarowała, że nie stosuje jakiegokolwiek oprogramowania elektronicznego wspierającego udzielanie zamówień. Aż 20% przyznało, że w ogóle nie zna programów elektronicznych wspierających udzielanie zamówień publicznych. Pozostałe wskazywane przez nich przyczyny takiego stanu rzeczy to: zbyt wysoki koszt niezbędnego oprogramowania (14%), brak zainteresowania ze strony przełożonych (9%), brak odpowiedniej infrastruktury telekomunikacyjnej (4%). Jedynie 4% zamawiających stwierdza, że programy dostępne na rynku nie spełniają ich wymagań.

Oczywiście nie zamierzam uprawiać czarnowidztwa, a ocena obecnej sytuacji wcale nie uprawnia jeszcze do formułowania kategorycznych wniosków na przyszłość. Niemniej można z pewnością stwierdzić, że elektronizacja zamówień publicznych to nie tylko skomplikowane przedsięwzięcie informatyczne i organizacyjne, ale przede wszystkim potężne wyzwanie edukacyjne, które wymagać będzie mobilizacji wszystkich aktorów rynku zamówień publicznych w Polsce – zamawiających, wykonawców, organów kontroli a także doradców prawnych i technicznych. Cenne w tym kontekście mogą okazać się doświadczenia państw, które niedawno podejmowały ambitne próby elektronizacji zamówień (np. Estonia czy ostatnio Ukraina). Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem wysiłki Polski i innych państw członkowskich UE nie okażą się nietrafionym eksperymentem i kolejną (zob. np. Deklaracja z Manchesteru [2005 r.]) niezrealizowaną deklaracją, lecz że zaangażowane w nią wysiłki i środki finansowe faktycznie poprawią efektywność europejskiego systemu zamówień publicznych.

Share on LinkedIn